Międzynarodowe Targi Poznańskie od dekad są wizytówką miasta i symbolem gospodarczej energii regionu. To właśnie tu w latach 90. przedsiębiorcy z całego świata prezentowali swoje innowacje, a hale targowe pulsowały życiem. Dziś jednak coraz częściej pada pytanie: czy MTP nie stają się ciężarem, którego Poznań i Wielkopolska nie udźwigną bez zasadniczych reform?
Straty liczone w milionach
Z danych, do których dotarły lokalne media, wynika, że w ostatnich latach MTP odnotowały straty sięgające od 120 do nawet 150 mln zł. To kwota, która budzi niepokój nie tylko radnych, ale i przedsiębiorców korzystających z infrastruktury targowej. Po pandemii rynek wystawienniczy nie odbił się tak, jak przewidywano – firmy coraz chętniej inwestują w eventy online, a globalni wystawcy ograniczają budżety marketingowe.
Jednym z przykładów jest Polagra, targi żywności organizowane w Poznaniu od dziesięcioleci. Jeszcze dekadę temu były miejscem, gdzie spotykała się cała branża spożywcza Europy Środkowej. Dziś frekwencja jest niższa, a koszty organizacji wciąż wysokie. Podobnie wygląda sytuacja Cavaliady, widowiska jeździeckiego, które mimo renomy generuje straty.
Inwestycje – ambicja czy błąd strategiczny?
W ostatnich latach MTP inwestowały setki milionów złotych w infrastrukturę – nowoczesne pawilony, podziemny parking, przestrzeń „Zielonej Rzeki”. Z jednej strony to projekty, które zmieniają centrum miasta i podnoszą standard obiektów. Z drugiej – generują ogromne koszty, których nie równoważą przychody z wydarzeń.
To klasyczny dylemat biznesowy: czy rozwój infrastruktury ma sens, jeśli brakuje modelu finansowania, który zapewni jej rentowność? Przykład MTP pokazuje, że w Polsce wciąż często buduje się „na kredyt reputacji”, zakładając, że prestiż sam się obroni.
Problem przejrzystości
W tle kryzysu finansowego pojawia się też spór o transparentność. Komisja rewizyjna rady miasta zwróciła uwagę, że zarząd MTP nie odpowiedział na pytania dotyczące m.in. sprzedaży terenów czy działalności spółki-córki BWS EXPO PLUS. Takie sygnały podważają zaufanie nie tylko radnych, ale i lokalnych przedsiębiorców. Bo jak zaufać instytucji, która nie potrafi wprost przedstawić swoich wyników?
Porównania z innymi miastami
Warto spojrzeć na przykład Kielc czy Nadarzyna pod Warszawą. Tamtejsze centra targowe postawiły na specjalizację – Targi Kielce wyspecjalizowały się w branży przemysłowej i technologiach obronnych, PTAK Expo w Nadarzynie w dużych, masowych imprezach handlowych. Poznań próbował być „dla wszystkich”, a dziś to właśnie brak wyraźnego profilu sprawia, że trudno utrzymać konkurencyjność.
Co dalej?
Prezydent Jacek Jaśkowiak zapowiedział analizę opłacalności najważniejszych wydarzeń. To słuszny krok, bo bez odważnych decyzji MTP mogą stać się instytucją działającą siłą rozpędu. Ale analiza nie wystarczy. Potrzebne są strategiczne odpowiedzi:
- Czy MTP powinny dalej organizować wydarzenia „tradycyjne”, które tracą uczestników, czy raczej inwestować w nowe branże – np. zielone technologie czy gaming?
- Jaką rolę w utrzymaniu targów powinno odgrywać miasto? Czy konieczne jest większe wsparcie finansowe, czy raczej partnerstwa publiczno-prywatne?
- Jak poprawić przejrzystość działań i odbudować zaufanie lokalnej społeczności?
Ostatni dzwonek
MTP wciąż dysponują ogromnym potencjałem – 300 imprez rocznie, ponad milion odwiedzających, nowoczesna infrastruktura. Ale jeśli spółka nie przeprowadzi odważnej restrukturyzacji i nie odpowie na pytania radnych i mieszkańców, może stracić status wizytówki miasta.
Poznań musi zdecydować, czy targi będą nadal symbolem przedsiębiorczości i otwartości, czy staną się kolejnym przykładem instytucji, która nie nadążyła za zmieniającym się światem biznesu.




