Poznań żyje wczorajszą wiadomością – Tomasz Kobierski nie jest już prezesem Międzynarodowych Targów Poznańskich. Rezygnacja, ogłoszona 9 września wieczorem w krótkim komunikacie spółki, zamyka jeden z najbardziej burzliwych okresów w historii MTP. Oficjalny powód? „Sprawy osobiste”. Ale czy rzeczywiście chodzi tylko o nie?
Od miesięcy wokół Targów narastała krytyka. Straty sięgające nawet 150 milionów złotych, deficytowe imprezy pokroju Polagry czy Cavaliady, a do tego kontrowersyjne inwestycje – modernizacja Areny, otwarcie restauracji Meridian czy powołanie agencji reklamowej. Projekty miały dywersyfikować działalność, w praktyce jednak coraz częściej nazywane były „skarbonką”, w której prestiż przykrywał narastający dług.
Radni miejscy, pytając o kondycję spółki, natrafiali na mur milczenia. Brak odpowiedzi MTP na pytania komisji rewizyjnej tylko dolał oliwy do ognia. Trwa kontrola radnych, a opinia publiczna coraz częściej pytała: kto ponosi odpowiedzialność za kryzys?
Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak podkreślał, że targi powinny odpowiadać na pytania radnych i że rada miasta ma do tego pełne prawo. Nie zrzucał winy bezpośrednio na Kobierskiego, ale trudno uwierzyć, by nie wiedział o sytuacji finansowej tak ważnej spółki. Wczorajsza dymisja otwiera więc nowy rozdział: być może to właśnie Kobierski zostanie wskazany jako „kozioł ofiarny” całej afery.
Nie jest tajemnicą, że jego pozycja była krucha. W ostatnich wyborach do władz MTP przedłużył kadencję „o włos”, co świadczyło o rosnących wątpliwościach w otoczeniu spółki. Teraz, gdy sam złożył rezygnację, radnym i ratuszowi będzie łatwiej przerzucić odpowiedzialność na byłego prezesa.
Ale pytanie pozostaje otwarte: czy problemem był rzeczywiście Kobierski, czy system, w którym efektowne inwestycje stawały się ważniejsze niż stabilność finansowa? Poznańskie targi potrzebują dziś nie tylko nowego prezesa, ale przede wszystkim nowej strategii. Inaczej każda kolejna dymisja będzie tylko zmianą nazwiska, a nie realnym rozwiązaniem kryzysu.




