W sobotnie południe w sklepach sieci Dino Polska miało dojść do ostrzegawczego protestu pracowników. Zgodnie z zapowiedziami część zatrudnionych planowała na dwie godziny odejść od kas, by zwrócić uwagę na swoje postulaty i warunki pracy. Jednak – jak wynika z relacji – nie wszędzie akcja przebiegła zgodnie z planem.
Z doniesień Radio Poznań wynika, że w jednym z marketów kierownictwo nie wyraziło zgody na udział pracowników w proteście. W innym przypadku jedna z zatrudnionych przyznała, że zrezygnowała z udziału w akcji z obawy o swoją przyszłość zawodową – jej umowa wkrótce wygasa, a udział w proteście mógłby wpłynąć na decyzję o jej przedłużeniu.
Sytuacja pokazuje napiętą atmosferę wokół planowanej akcji. Pracownicy, którzy zdecydowali się na udział w proteście, domagają się konkretnych zmian. Wśród głównych postulatów znalazły się: wprowadzenie funduszu świadczeń socjalnych, podwyżka wynagrodzeń o 900 zł brutto oraz zwiększenie liczby pracowników w sklepach, co ma odciążyć obecne zespoły.
Protest miał charakter ostrzegawczy, co oznacza, że może być wstępem do dalszych działań, jeśli rozmowy z pracodawcą nie przyniosą oczekiwanych rezultatów. Kluczowe znaczenie będzie miała zaplanowana na poniedziałek, 27 kwietnia, kolejna tura mediacji pomiędzy związkowcami z OPZZ Konfederacja Pracy w Handlu a zarządem spółki.
Na razie nie wiadomo, jaka była skala protestu w całym kraju ani ilu pracowników faktycznie zdecydowało się odejść od stanowisk pracy. Jedno jest pewne – napięcie wokół sytuacji w sieci Dino rośnie, a najbliższe dni mogą okazać się kluczowe dla dalszego rozwoju wydarzeń.




