Sandra Mayer nie weźmie pomocy od kurii i dewelopera. Pełnomocnik, mec. Marcin Czachor, powiedział dziś w Radiu Poznań, że kobieta przeprowadziła się do matki. Ma dach nad głową. Z osobami, które — jak ujął — wchodzą z butami w jej życie, nie chce mieć nic wspólnego.
Komandoria po środowej eksmisji z parceli nr 75 podtrzymała ofertę: 12 miesięcy najmu mieszkania, które Mayer sama wybierze. Spółka podkreśla, że propozycję składała przed wykonaniem wyroku. Mayer odmawia. Czachor zapowiada wniosek o lokal do ZKZL. To inna ścieżka: mieszkanie komunalne, nie pakiet od strony, która przeprowadziła opróżnienie.
Dzień przed eksmisją była rozmowa z zarządcą osiedla. Według pełnomocnika nie rozbiła się na samej ofercie, tylko na zasadach. Kobieta miała prosić, by nie kontaktować się z byłym mężem. Miało do tego dojść. Chciała też przeprosin za publiczne tropy z życia prywatnego, w tym sprawę niebieskiej karty. Pełnomocnik strony kościelnej — relacjonuje Czachor — przeprosił. Prezydent Jacek Jaśkowiak, który te informacje powtórzył na konferencji w Palmiarni, według mecenasa nie przeprosił. Mayer od dwóch tygodni tłumaczy się sąsiadom i rodzinie. Rozważa prywatny akt oskarżenia albo pozew o ochronę dóbr osobistych.
Dla biznesu na Maltańskim to już nie tylko stan prawny gruntu. Wyrok wykonany, działka po stronie inwestora. Zostaje koszt reputacji, komunikacja z rynkiem i ryzyko kolejnych sal. Czachor, który mieszkańcom pomaga pro bono, zapowiada też obronę osób blokujących wczoraj czynności.
Na miejscu został wykonany tytuł. W papierach otwierają się trzy tory: ZKZL, dobra osobiste i sprawa tych, co stali przy furtce. Roczny najem od Komandorii w tym układzie jest ofertą, nie zakończeniem.






